sobota, 28 grudnia 2013

cinco canciones #1

Postanowiłam otworzyć na moim blogu cotygodniowy kącik. Kącik muzyczny. "Cinco canciones". Jak nazwa wskazuje będę publikowała w każdą sobotę 5 piosenek. Różni wykonawcy, różne gatunki, znane, mniej znane, stare i nowe. Po prostu to, co ostatnio wpadło mi w ucho. 

   1.   Little Comets - Bridge Burn
"So now her heart, a mirror from the start
Evacuates the empty space that grew between them
He holds her near, the sun a souvenir
A final time to reminisce before they bridge burn"
   2.   Ray LaMontage - Trouble
"Sometimes I swear it feels like this worry is my only friend
We'll I've been saved...
by a woman"
   3.   Bastille - We Can't Stop (Miley Cyrus' Cover)

"Remember only God can judge ya
Forget the haters cause somebody loves ya"
   4.   Coldplay - Atlas 
"Heaven we hope
Is just up the road
Show me the way, Lord,
'cause I - I'm about to explode"
   5.   Chet Faker - Terms and Conditions
"Greed is on the lady
Its on the bone
Greed is on the lady oh
Its time to fall"
I jak Wam się podoba pomysł na sobotni kącik muzyczny? A same propozycje muzyczne?

Do usłyszenia za tydzień! 

środa, 25 grudnia 2013

jakie filmy oglądają Hiszpanie podczas Świąt?

Przeglądając hiszpańską prasę natknęłam się na artykuł o 19 filmach idealnych na Święta.
Jak sądzicie, czy nasz polski ranking wyglądałby podobnie? Widzieliście niektóre pozycje, a może właśnie postanowiliście który obejrzeć? A może macie jakiś film, bez którego nie wyobrażacie sobie Świąt?

1. ¡Que bello es vivir! / To wspaniałe życie (1946)
"Młody mężczyzna George Bailey zniechęcony kolejnymi niepowodzeniami, stracił wiarę w sens życia. Gdy postanowił popełnić samobójstwo, niespodziewanie otrzymał pomoc. Pojawił się jego Anioł Stróż, który musiał dokonać rozmaitych czynów, by zdesperowanemu młodzieńcowi na nowo ukazać uroki życia..."
źródło: scriptshadow.net
 2. Pesadilla antes de Navidad / Miasteczko Halloween (1993)
"Film animowany, którego akcja toczy się w mieście strachów i upiorów. Mieszkańcy (kukiełki) hucznie obchodzą swe święto. Mistrz ceremonii wyrusza na nocną przechadzkę, i przypadkowo trafia do normalnego świata, w którym obchodzi się Boże Narodzenie. Postanawia przygotować dla ludzi swą własną wersję Gwiazdki i porywa Świętego Mikołaja."
animationmagazine.net
3. Gremlins / Gremliny rozrabiają (1984)
"Billy Peltzer dostaje w prezencie egzotyczne, małe włochate zwierzątko. Istnieją trzy podstawowe zasady opieki nad małym gremlinem: nie wolno go wystawiać na działanie światła, dopuścić do kontaktu z wodą oraz karmić po północy. Chłopiec nieopatrznie łamie wszystkie zasady, co niesie ze sobą nieoczekiwane skutki. Pod wpływem wody sympatyczny gremlin zaczyna się szybko rozmnażać, tyle że jego potomstwo jest krwiożercze i terroryzuje całe miasteczko."
źródło: drnorth.wordpress.com
 4. Entre pillos anda el juego / Nieoczekiwana zmiana miejsc (1983)
"Dwaj starzy, zdziwaczali, bracia - magnaci finansowi, zakładają się o to w jakim stopniu człowieka kształtuje środowisko. W wyniku ich intrygi młody menedżer Louis Winthorpe III ląduje na bruku, a jego miejsce zajmuje oszust z murzyńskiego getta - Billy Ray Valentine. Nie przewidują jednak tago, że Billy i Louis mogą się dogadać..."
źródło: thetahoetrader.com
5. Los Teleñecos en Cuento de Navidad / Opowieść wigilijna Muppetów (1992)
"Kolejna, filmowa wersja "Opowieści wigilijnej" Dickensa, tym razem zMuppetami w rolach głównych. Ebenezer Scrooge - znany skąpiec, zmienia sie po tym, jak w noc wigilijną odwiedzają go 3 duchy: Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości."
źródło: news.doddleme.com
6. Elf / Elf (2003)
"Buddy jeszcze jako niemowlę zostaje przygarnięty przez elfy Świętego Mikołaja. Gdy zaczyna dorastać, sieje spustoszenie na Biegunie Północnym z powodu swoich rozmiarów. Musi więc przenieść się do świata ludzi, dlatego wyjeżdża do Nowego Jorku w poszukiwaniu ojca i swojego miejsca na ziemi. Okazuje się jednak, że życie w wielkim mieście nie należy do przyjemności. Jego biologiczny ojciec jest chciwym sknerą, a ośmioletni przyrodni brat Buddy'ego nie wierzy w Świętego Mikołaja. Nawet bałwany nie są przyjacielsko nastawione, właściwie nie chcą się w ogóle odzywać. Najgorsze jest jednak to, że wszyscy zapomnieli, jakie jest prawdziwe znaczenie Bożego Narodzenia. Buddy będzie więc musiał, używając prostych elfowych metod, odzyskać rodzinę, poznać swoje przeznaczenie oraz ocalić Święta dla Nowego Jorku i całego świata."
źródło: whatculture.com
 7. La Navidad de Carlitos / A Charlie Brown Christmas (1965)
 "Święta Bożego Narodzenia są dla Charliego Browna prawdziwą udręką. W odnalezieniu ich sensu pomagają chłopcu jego znajomi, powierzając mu odpowiedzialne stanowisko reżysera świątecznego przedstawienia. W tym samym czasie pies Snoopy postanawia wziąć udział w konkursie na najlepiej przystrojony dom."
geeknation.com
8. Piel de asno / Księżniczka w oślej skórze (1970)
"Król (Jean Marais) i królowa żyją szczęśliwie. Mają tylko jedno dziecko, śliczną Królewnę (Catherine Deneuve). Pewnego dnia Królowa umiera. Tuż przed śmiercią wymusza na Królu obietnicę, że ten ożeni się ponownie tylko wtedy, jeśli znajdzie kandydatkę na żonę piękniejszą, niż ona. Ministrowie nalegają, aby Król ożenił się po raz drugi i spłodził syna. Jedyną kandydatką, która wydaje się spełniać nałożony przez Królową warunek, jest Królewna. Król postanawia poślubić własną córkę, ale ta opiera się. W zmaganiach i ucieczce pomaga jest matka chrzestna - Liliowa Wróżka (Delphine Seyrig)"
blogs.cotemaison.fr
9. Jungla de cristal / Szklana pułapka (1988)
"W wieżowcu japońskiej korporacji w Los Angeles trwa świąteczne przyjęcie. Wśród pracowników jest żona Johna McClane'a, policjanta z Nowego Jorku, który przyleciał do Kalifornii. W tym czasie do wieżowca przedostają się terroryści, chcący zrabować ze skarbca kilka milionów dolarów. Nie przewidzieli tylko jednego, że w labiryncie pięter i korytarzy ukrył się McClane. Rozpoczyna się pojedynek, podczas którego John eliminuje po kolei przestępców."
comikbook.com
10. Sonrisas y lágrimas / Dźwięki muzyki (1965)
"Maria czuje się nieszczęśliwa jako przyszła zakonnica. Matka Przełożona w odpowiedzi na list barona von Trappa wysyła ją do jego domu, aby była opiekunką jego siedmiorga dzieci. Na przekór przeciwnościom uczy je śpiewać. Między baronem, a Marią rodzi się miłość. Jednak ich szczęście nie trwa długo. W wyniku przyłączenia Austrii do Niemiec i narastania napięć w Europie baron ma służyć w niemieckiej marynarce..."
drafthouse.com
11. Algo para recordar / Bezsenność w Seattle (1993)
"Sam jest młodym wdowcem, który szuka nowej partnerki życiowej. Pomaga mu w tym synek Jonah (Ross Malinger), który pewnego dnia dzwoni do radia, opowiada historię swojego ojca i informuje słuchaczy, że chciałby mieć nową mamę. W odpowiedzi setki kobiet zaczyna wysyłać do Sama listy. Wśród nich jest Annie, zaręczona dziewczyna, która jednak postanawia poznać Sama bliżej..."
ldrmagazine.com
12. Feliz Navidad, Mr Lawrence / Wesołych Świąt, pułkowniku Lawrence (1983)
"Miejscem akcji filmu jest japoński obóz jeniecki znajdujący się na wyspie Jawa. W 1942 r. osadzona zostaje tutaj grupa oficerów brytyjskich. Pomiędzy jednym z nich a japońskim dowódcą obozu zaczyna toczyć się dziwna - podszyta erotyczną fascynacją - gra. Jej stawką jest honor i obrona własnych systemów wartości każdego z protagonistów... Doskonały obraz Oshimy to pochwała wolności umysłu i zasad moralnych, które powinny wyrastać ponad różnice kulturowe."
źródło: movpins.com
13. Ocho mujeres / 8 kobiet (2002)
"8 aktorek gra 8 typów kobiet, 8 wymiarów kobiecości. Do tego, każda z gwiazd wykonuje w trakcie filmu znaną francuską piosenkę we własnej aranżacji. Środek zimy. Domostwo na odludziu. Osiem kobiet - żona, siostra, kochanka, córki, służące -podejrzanych jest o zabójstwo pana domu. Każda ma motyw. Każda ma sekret. Jedna jest winna. Która?"
eyefilm.nl
14. Mujercitas / Małe kobietki (1949)
"Kolejna ekranizacja przepięknej opowieści o czterech siostrach March, z których każda jest innym typem osobowości. Meg to zrównoważona, spokojna i dobrze wychowana panienka. Jo, najdziksza z sióstr, wesoła, pełna pomysłów i fantazji, chce zsotać powieściopisarką. Beth, cichutka i chorowita, pięknie gra na fortepianie. Ostatnia i najmłodsza to Amy, prawdziwa kokietka, która również żyje w śiwecie fatazji i co noc zakłada smieszna spinkę, na nosek, aby ten był kształtny i malutki. Cztery siostry razem z mamą żyją biednie, ale ciekawie. Nigdy się nie nudzą i chętnie swoim ciepłem emanują na zewnątrz, na przykład w kierunku sąsiada Laurie'ego..."
artdepartmental.com
15. La vida de Brian / Żywot Briana (1979)
"Judea, rok 33 naszej ery, okres biedy i chaosu. Jedno czego na pewno nie brakuje, to różnego typu proroków, którzy w mig zyskują sobie wierne rzesze wyznawców. Doprowadzeni do rozpaczy Rzymianie starają się zaprowadzić jakiś porządek. W samym środku tych wydarzeń znajduje się Brian Cohen (Graham Chapman), niezbyt chętny, aby przewodzić ludowi jako prorok. Jednak na skutek ciągu absurdalnych i przekomicznych okoliczności, jego popularność znacznie wzrasta. Wszyscy członkowie grupy Monty Pythona mają więc okazję zabłysnąć i wprost prześcigają się w odgrywaniu licznych ról. Wyśmiewają się z wszystkich i wszystkiego, poczynając od byłych trędowatych, Poncjusza Piłata, a kończąc na symbolach chrześcijaństwa."
standbyformindcontrol.com
16. Cita en San Luis / Spotkamy się w St. Louis (1944)
"St. Louis, 1903 rok. Biznesmen Alonzo Smith ma cztery córki. Najmłodsza z nich, 17-letnia Esther zakochuje się w chłopaku z sąsiedztwa, Johnie. Pewnego dnia ojciec otrzymuje propozycję pracy w Nowym Jorku. Rodzina Smithów jednak nie chce opuszczać rodzinnego miasta... Niezapomniane piosenki autorstwa duetu - Ralph Blane i Hugh Martin w wykonaniu samej Judy Garland. Specjalna nagroda Oscara dla Margaret O'Brien za najlepszą rolę dziecięcą."
prettycleverfilms.com
17. Solo en casa / Kevin sam w domu (1990)
"Rodzina McCallisterów zamierza spędzić Święta Bożego Narodzenia we Francji. Niestety w dzień wyjazdu omal nie spóźnili się na samolot. W wyniku małego zamieszania, tylko jednego zapomnieli ze sobą zabrać... Kevina! 8-letni członek rodziny zostaje sam w domu, od tej pory musi sam sobie radzić ze wszystkim w czym do tej pory wyręczali go rodzice... łącznie z dwoma złodziejami, którzy tylko czyhają by okraść dom McCallisterów."
athenacinema.com
18. Eyes Wide Shut / Oczy szeroko zamknięte (1999)
"William, znany lekarz, i Alice, właścicielka galerii sztuki, są młodym i zamożnym małżeństwem. Obracają się wśród bardzo wpływowych ludzi, lecz w ich szczęście i spokój rodzinny zaczyna się wkradać nuda. Pewnego dnia na jednym z przyjęć William zaczyna zdawać sobie sprawę ze swej fascynacji światem erotycznych doznań. Wkrótce w tą niebezpieczną grę wciąga również swoją żonę, z którą wspólnie łamie niejedno tabu."
5giay.vn
19. El apartamento / Garsoniera (1960)
"Główny bohater Calvin Clifford Baxter jest solidnym pracownikiem firmy zatrudniającej ogromne rzesze ludzi, gdzie trudno o awans lub podwyżkę. Calvin na pozór prowadzi normalne życie. Jednak podejrzenia co do jego osoby zaczynają tworzyć się w momencie, gdy po firmie krąży niewielki kluczyk przekazywany z rąk do rąk. Jest bardzo cenny, bo nawet jego przełożeni Baxtera usilnie starają się go dostać. Jak się później okazuje kluczyk ten jest własnością owego bohatera. A dokładniej mówiąc jest to kluczyk do jego mieszkania. Po drodze napotkamy na liczne romanse urzędników i ich zmagania z ukrywaniem prawdy, co faktycznie robią w tym mieszkaniu. A co na to sam Baxter?"
eddieonfilm.blogspot.com
(wszystkie opisy filmów są cytatami z serwisu filmweb.com)

 Nie wiem jak Was, ale mnie zdziwiła tu obecność filmu "Oczy szeroko zamknięte"...

Może trochę późno, ale chciałabym Wam wszystkim życzyć Wesołych Świąt! Wiele zdrowia, szczęścia, bo akurat ono zawsze się przydaje, niezapomnianych podróży tych dużych i tych małych, dzięki którym poznacie niezwykłych ludzi, ogromu miłości, radości, nawet, a może zwłaszcza, z tych drobnych rzeczy oraz spełnienia wszelkich marzeń, bo jak napisał, jeden z moich ulubionych pisarzy, Zafón:

"Nie rezygnuj z marzeń. (…) Nigdy nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne"

¡Feliz Navidad! 

piątek, 13 grudnia 2013

subiektywny ranking najbardziej wzruszających scen filmowych

Doszłam ostatnio do wniosku, że prowadzenie bloga sprawia mi ogromną przyjemność, pomimo niewielkiego odzewu. Pomaga mi, kiedy w mojej głowie kotłuje się zbyt wiele myśli.
Założyłam go 1,5 roku temu, żeby udokumentować w pewnym stopniu mój pierwszy wyjazd jako au pair. Większość odwiedzających to miejsce to właśnie au pair. Ja sama przyznam, że właśnie podróżnicze i autorstwa innych au pair blogi czytam najchętniej.
Jednak mamy grudzień i najbliższą okazją do opisania swoich podróżniczych doświadczeń będzie majówka. Nie chciałabym porzucać mimo wszystko bloga, właśnie z powodu wymienionego przeze mnie powyżej, dlatego też postanowiłam nadać mu bardziej lifestyle'owy charakter. Zaczynając od dziś.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju rankingi, podsumowania. Ostatnio natknęłam się na jednym z moich ulubionych blogów na notkę z najbardziej wzruszającymi scenami w filmach. Postanowiłam zrobić więc swój własny, mocno subiektywny ranking.

1. Becoming Jane/Zakochana Jane
Wyjdzie w tym rankingu, że jestem straszną romantyczką. Może i tak, ale dotyczy to wyłącznie filmów lub innych ludzi, bo ja potrafię wybuchnąć śmiechem nawet w najbardziej romantycznej sytuacji, jeśli to mnie bezpośrednio ona dotyczy.
Film polecam wszystkim romantyczkom, historia piękna, a główną bohaterką jest jedna z moich ulubionych autorek książek, czyli Jane Austen. No i te kostiumy! (Tak, tak, jestem fanką filmów kostiumowych).
Sama scena może nie jest szczególnie wzruszająca, ale w kontekście całego filmu już tak.

2. Requiem for a Dream/Requiem dla Snu
Film, który znamy wszyscy. Chyba każdy przyzna, że trudno przejść obok niego obojętnie, a szczególnie obok końcówki. Ogromnie smutnej końcówki. Całości dopełnia niezwykła muzyka.


3. Up/Odlot
Piękna animacja i wzruszająca historia miłosna. Podsyłam wersję hiszpańską, bo tam jest tak mało tekstu, że nie ma to znaczenia w jakim języku.

4. The Green Mile/Zielona Mila
Zdecydowana większość z Was ten film już widziała, więc zapytam: znacie jakąkolwiek osobę, której nie zakręciła się chociaż łza w oku, oglądając to? Ja nie znam...

5. Green Street Hooligans/Hooligans
Nigdy nie sądziłam, że film o takiej tematyce w jakimkolwiek momencie mnie wzruszy. Jeden z moich ulubionych.

6. Jagten/Polowanie
Ogromna bezsilność. Właśnie to czuje się oglądając ten film. Złość, irytacja, ogromny smutek i żal. Pomimo tego, że oglądałam go na nocnym maratonie, a byłam zaledwie po 4,5h snu, nie pomyślałam nawet o zmrużeniu oka. Plus jeszcze scena, której nie znalazłam. Krótka, właściwie chodzi o jedno ujęcie, kiedy główny bohater siedzi sam w domu i pojawia się napis "Boże Narodzenie". Zdecydowanie godny polecenia.

7/8. Les Miserables/Nędznicy
Śmierć wzrusza, a szczególnie dziecka. Dziecka, które walczy o wolność, o ideały. Musical uwielbiam pomimo tego (a może właśnie), że właściwie co jakiś czas pochlipuję.
Śmierć z miłości. No taka scena nie mogła się tu po prostu nie znaleźć.

9. Never Let Me Go/Nie Opuszczaj Mnie
Interesująca fabuła. I tak, znowu o miłości, ale nie tylko.

10. American History X/Więzień Nienawiści
Edward Norton to mój ulubiony aktor, więc w tym filmie chyba jedynie jego śmierć wycisnęłaby mi z oczu więcej łez (chociaż akurat tutaj nie był zbyt pozytywną postacią).

11. Donnie Darko
Każda osoba, która choć trochę interesuje się filmami, ten znać powinna. A właściwie musi. Całości dopełnia idealnie dobrana piosenka.

12. Todo Sobre Mi Madre/Wszystko o Mojej Matce
Najsłynniejszy film mistrza absurdu hiszpańskiej kinematografii. W tej scenie sama śmierć może nie, ale rozpacz Manueli zawsze mnie wzrusza.

13. Jane Eyre (2011)
Tak, znowu miłosna scena. I tak, znowu kostiumowy film. Ale zobaczcie sami. A jeśli dodać, że Mr Rochester jest jedną z moich ulubionych postaci literackich (tak, książkę też polecam), a Fassbender jednym z moich ulubionych aktorów, no to wszystko staje się jasne.

14. The Boy in the Striped Pyjamas/Chłopiec w Pasiastej Piżamie
Radzę nie oglądać tego filmu w miejscach publicznych, po prostu. Sama książka mnie ogromnie wzruszyła, gdzie zdecydowanie trudniej o łzy czytając.

15. I am Sam/Jestem Sam
Nie można przejść obojętnie obok takiego filmu. Dodatkowo to chyba jedyny polski tytuł, który przez swoją dwuznaczność właściwą wyłącznie dla naszego języka, sprawia, że pasuje jeszcze lepiej niż oryginalny.

Mogłabym jeszcze wiele filmów/scen tutaj zamieścić, bo co tu dużo ukrywać, lubię łzawe filmy. Jestem zdania, że łzy oczyszczają i nigdy się ich nie wstydzę. A Wy, macie jakieś ulubione, najbardziej wzruszające sceny filmowe? Wielkimi krokami zbliża się sesja, więc tym chętniej obejrzę :)

wtorek, 26 listopada 2013

16 znaków, które świadczą o tym, że jesteś w Madrycie.

Jakiś czas temu natknęłam się na artykuł, który przedstawia 33 ciekawostek dotyczących życia w stolicy Hiszpanii. Postanowiłam zrobić swoją listę na jego podstawie.
Wstajecie rano i nie macie pojęcia, gdzie się znajdujecie? Chodzicie po mieście, ale go nie potraficie rozpoznać? Jeżeli wszystkie poniższe punkty brzmią dla Was znajomo, to znaczy, że jesteście w Madrycie!

1. Kranówa. I to nie byle jaka! Bo w Madrycie mają wodę w kranie najlepszą w całej Hiszpanii. Tam butelkowanej wody się po prostu nie kupuje. Bo i po co skoro ta darmowa jest smaczniejsza?
Z racji panujących w mieście upałów często można się natknąć na publiczne krany oraz ze zwyczajem zamrażania niewielkiej ilości wody w plastikowej butelce przed wyjściem z domu, aby dłużej pozostała ona chłodna.

2. 100 montaditos. Miejsce obowiązkowe, nie sposób nie znać. Montadito to nazwa dla małych kanapeczek, których w tej sieci lokali, mają w karcie 100. Za każdym razem można zjeść inną. Ceny od 1 euro do 1,5e, ale z tego co wiem w środy i niedziele cała karta jest za euro, a w poniedziałki wszystkie montaditos za 50 centów. Tanie piwo, tinto de verano. Idealne miejsce do zajrzenia przed wyjściem na imprezę. Na ich lokale można się natknąć za każdym rogiem. Tak rozmieszczone, że zawsze do jakiegoś będzie blisko. Ja chodziłam do jednego na Calle de Postas zaraz przy Plaza Mayor, gdzie podczas drugiej mojej wizyty okazało się, że barman tam pracujący jest Polakiem.

3. Manifestacje. To nieodłączny element Puerta del Sol, czyli ścisłego centrum miasta. Pojawiają się w liczbie kilku dziennie. Nigdy nie wiadomo o chodzi, ale robią wiele krzyku.

4. Spongbob i inne pluszowe dziwaki to nieodłączny element Sol. Z czasem przyzwyczajacie się i machinalnie przybijacie im piątki, ignorując równocześnie ich zapytania czy nie chcesz zrobić sobie z nimi zdjęcia.

5. Wi-Fi. W Madrycie nie jest problemem znaleźć miejsce z darmowym dostępem do internetu. Przystanki autobusowe, kioski, place, 100 montaditos czy oczywiście klasycznie McDonalds. No i oczywiście w autobusach EMT. I żadna podróż nam nie straszna.

6. Rozkłady jazdy autobusów są dziwne. Najczęściej jest podana godzina odjazdu z pierwszego przystanku trasy kursującego pojazdu, a nie ta, o której powinien autobus podjechać na nasz. Występują też dziwne numerki, które wskazują nam liczbę postojów na danej ulicy/drodze.

7. 5 minut oczekiwania na metro to zbyt wiele. Po prostu. Do 3 minut jeszcze jest w porządku, ale więcej? Nie do przyjęcia! Co z tego, że niektóre autobusy w Twoim mieście kursują co godzinę.

8. Piwo w kubłach, czyli jak za 4 euro można kupić w barze 5 butelek piwa. Tapas jako przekąski? Też nie ma sprawy. Wtedy warto znać takie miejsca jak La Sureña i La Risueña. To pierwsze na bardziej spokojny wypad ze znajomymi.

9. Nie szukaj imprezy, to impreza przychodzi do Ciebie. Przechodząc tylko przez Sol można zebrać pokaźną kolekcję makulatury, zbierając zaproszenia do klubów, do których i tak nigdy nie pójdziesz.

10. Znasz każdy centymetr kwadratowy pomnika niedźwiedzia z drzewem truskawkowym, czyli El Oso y el Madroño. I nie dlatego, że tak interesujesz się sztuką, tylko po prostu zazwyczaj tam wyczekujesz swoich znajomych, kiedy się z nimi umawiasz. A jeśli są to hiszpańscy znajomi, to wiadomo, że spędzisz tam wiele chwil kontemplując piękno tego pomnika.

11. W chińskim sklepie znajdziesz wszystko. W Madrycie są dwa rodzaje sklepów: 1. supermarkety, hipermarkety, wszystkie sieciówki i 2. chińskie. Nie widziałam jeszcze, żeby taki malutki sklepik gdzieś w uliczkach miasta należał do człowieka, który z Azji nie pochodził. I żeby było jasne, dla Hiszpanów nie jest ważny kraj pochodzenia tej osoby, dla nich i tak pozostanie chino. To magiczna kraina, gdzie obok chipsów leżą biustonosze, piłki czy pasta do butów.

12. Zakaz nie-zakaz. W mieście obowiązuje oczywiście zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, jednak nawet policja sobie nic z niego nie robi. Po jakimś czasie przestaniesz się nawet kwapić tym, by schować piwo za plecy, kiedy akurat obok Ciebie przechodzą przystojni policjanci. Podobno problem może się jednak pojawić przy piciu mocniejszych alkoholi.

13. Selvesa? Po pewnym czasie nudzą Ci się uprzejme sposoby odmawiania kupienia piwa od uśmiechniętego, małego człowieczka z Bangladeszu. Po prostu rzucasz w eter "No!", czekając do następnego szturmu, który nastąpi za 3, 2, 1...

14. Prostytutki w centrum miasta. Calle Montera to ulica prowadząca z Sol na Gran Via, gdzie w bajecznej symbiozie żyją, czekające na zarobek pod każdym drzewem, panie lekkich obyczajów i przystojni policjanci, którzy mają tam komisariat.

15. W piątkowy wieczór wychodzisz z domu dopiero o północy. Właśnie mniej więcej w tych godzinach Hiszpanie zaczynają imprezy, ale za to do 6 rano otwarta jest większość klubów. Wtedy też otwierają metro. Nic tak nie pobudza jak bitwa o miejsca siedzące w pierwszym metrze.

16. Nigdy nie płacisz za muzeum. Nigdy. Wolisz zwiedzić je w kilku podejściach, ale za darmo. (Dotyczy studentów! :D)

edit:  Chcę Wam również podziękować za 8 tysięcy wyświetleń! :) Może nie jest to oszałamiający wynik, ale bardzo mnie cieszy.

piątek, 22 listopada 2013

powrót z Barcelony i magiczne Montpellier

W jesieni jest coś takiego, że często skłania nas do melancholii, do lekkich stanów depresyjnych, kiedy najzwyklejsza głupota może wyprowadzić mnie z równowagi i pozbawić humoru na najbliższy tydzień.
Ale staram się temu nie poddawać, a pomagają mi w tym piękne wspomnienia, które zgromadziłam tego lata. Naprawdę cudowne. Uśmiecham się wtedy sama do siebie, zdając sobie sprawę z tego, jaką jestem szczęściarą. I właśnie dziś, kiedy sobie wspominałam, przypomniało mi się, że moja autostopowa przygoda nie doczekała się na blogu jeszcze ciągu dalszego.

Kolejną noc po dotarciu na metę wyścigu spędziłyśmy u znajomego Josie, dzięki któremu porządnie się wyspałyśmy (co istotne: wreszcie na miękkim podłożu!), co zamiast dać nam siłę na powrotną podróż, jedynie nas rozleniwiło i sprawiło, że trudno było nam się rozstać z tym barcelońskim mieszkaniem z widokiem w oddali na Sagradę Familię.
Słit focia z naszymi ogromniastymi plecakami.
Przebijająca się przez budynki Sagrada Familia.
Ostatecznie jakoś udało nam się zebrać i wyruszyć w drogę. Z wyjazdem z Barcelony pomógł nam portal hitchwiki.org. Jeżeli ktoś wybiera się na autostopową wyprawę, to ten adres powinien koniecznie znać.
Późnym popołudniem pojawiłyśmy się więc niewielkiej miejscowości Montcada i Reixac licząc na to, że jeszcze tego samego dnia uda nam się dotrzeć do Montpellier, gdzie dzięki uprzejmości kolejnego znajomego Josie, miałyśmy spędzić noc.
Montcada i Reixac
Po drodze oczywiście jeszcze zgubiłyśmy się w poszukiwaniu odpowiedniej stacji benzynowej. Okazało się, że nie tylko my. Pod jedną z tych "niefajnych-do-łapania-stopa" stacji spotkałyśmy Andrzeja, który miał przyjechać do Barcelony na 3 dni, a został 2 miesiące. Jak widać nie tylko mną zawładnęło to miasto.
W razie gdybyśmy mieli wątpliwości czy zmierzamy w dobrym kierunku
Andrzej okazał się mistrzem stopowania i zanim się obejrzałyśmy już zmierzał na tylnym siedzeniu w kierunku Toulouse. Na szczęście my nie musiałyśmy czekać o wiele dłużej, bo wkrótce dzięki uprzejmości pewnej Hiszpanki miałyśmy dotrzeć do Girony.
Byle do przodu!
Ten dzień był dość szczęśliwy, bo z Girony do Perpignan zabrałyśmy się z Anglikiem o złączonych brwiach w śmiesznym pomarańczowym pojeździe.
Nasz wehikuł!
Kilka osób mnie pytało czy taka podróż autostopem nie jest czasem aby męcząca. Odpowiedź jest jedna: Tak, jest męcząca. Co może być na to najlepszym dowodem? Chociażby to, że zasnęłam, podczas gdy nasz kierowca raczył nas muzyką Guano Apes puszczoną na pełen regulator, a przy tym wszystkim głośniki znajdowały się idealnie nad moją głową.
A oto i dowód.
W Perpignan czekał nas jedynie troszkę krótszy postój. Ostatecznie zlitowała się nad nami jakaś francuska para, która pomimo niewielkiego auta chciała nam pomóc w dotarciu do Montpellier. Jak to bywa z Francuzami, komunikacja nasza była dość utrudniona, jednak ludzie okazali się przekochani zawożąc nas do samego miasta, robiąc kilkanaście dodatkowych kilometrów.
W samym Montepellier okazało się, że znajomy Josie, u którego miałyśmy nocować nie może po nas przyjechać, bo wyszedł już świętować nowy rok akademicki ze znajomymi do parku w centrum miasta.
Ale co to dla nas! Na migi i angielskim wytłumaczyłyśmy ludziom, gdzie chcemy dojechać i ci pokierowali nas na tramwaj. Jak się okazało później, nie do końca w dobrym kierunku, ale wierzę, że intencje mieli dobre. Po pół godziny znalazłyśmy się w centrum miasta. Nicolas i jego znajomi zaprowadzili nas do parku, w którym studenci, co było widać po ich stanie, rozpoczęli świętowanie kilka godzin wcześniej.
Wielką popularnością cieszyła się tam nasza polska wódka, którą przywiozłyśmy N. w ramach podziękowania za gościnę.
Powrót do "domu" do najłatwiejszych nie należał, bo z racji tego, że nasz host sam przeprowadził się do Montpellier kilka dni wcześniej sprawiło, że wysiedliśmy na złym przystanku i resztę drogi musieliśmy pokonać piechotą. Po drodze natknęliśmy się na kanapę, którą, po ocenieniu przez N. jej stanu jako dobry, postanowił zabrać do domu.

I kolejny raz nie chciało nam się wyjeżdżać. Była woda, jedzenie, miękkie miejsce do spania.
Postanowiłyśmy więc zostać kolejną noc i wieczorem pozwiedzać trochę samo miasto, które okazało się piękne, no ale niech zdjęcia przemówią same za siebie.




Mistrz drugiego planu nigdy nie śpi.
Moje ukochane zdjęcie z całej wyprawy
I na sam koniec - my!
Przepraszam za zatrważającą ilość zdjęć, ale nie mogłam się zdecydować, które wybrać, bo po prostu zakochałam się w Montpellier.

A Wam jak się podoba miasto? :)

wtorek, 29 października 2013

meta summer race'u, czyli moja Barcelona

Barcelona to moje ukochane miejsce na kuli ziemskiej. Jednak jeszcze w lipcu nic nie zapowiadało, że w te wakacje odwiedzę to miasto. I to dwukrotnie.
O pierwszym z tych dwóch wizyt mogliście przeczytać tutaj. Druga natomiast odbyła się dokładnie 2 tygodnie później.
Nocka w namiocie do najłatwiejszych nie należała, ale szybko ból wygniecionych w nocy części ciała stał się jakby bardziej znośny, mając w perspektywie zwiedzanie tego pięknego miasta.
Zanim ruszyłyśmy w drogę, udało mi się poznać na naszym campingu dziewczynę, które mieszka w tej samej dzielnicy miasta co ja. Uwielbiam takie niespodzianki 2 tysiące kilometrów od domu. W taki właśnie sposób zyskałyśmy towarzyszy podróży - Ulę i Marka.
Po dotarciu na Plaça de Catalunya okazało się, że nie mamy żadnego planu, map, przewodników, więc wszyscy byliśmy zdani na moje i Josie skromne umiejętności przewodnicze. Tego dnia byłam więc tłumaczem, przewodnikiem i fotografem w jednej osobie.
Oczywiście spacer rozpoczęliśmy od Rambli. Najmniej lubianego przeze mnie punktu wycieczki.
Mnóstwo turystów, złodziei i tandetnych często pamiątek.
Jednak jest tam pewne miejsce, którego nie sposób ominąć, a jest nim Mercat de Sant Josep, bazar zwany potoczniej La Boquería. Niby zwyczajny targ, ale ileż tam zapachów, kolorów!
Wejście na targ. / Smakowite podroby!
Kolorowe soki i owoce.
Pyszności ciąg dalszy!
Klaudia Królową. / Warzywa w pięknym wydaniu.
Świeżutkie ryby. / Cudownie kolorowe lody.
Owoce morza. / Ciąg dalszy pysznych owoców.
 
Trudno było nam stamtąd wyjść, ale jeszcze trochę chcieliśmy zwiedzić. Nasz wybór padł na Katedrę, napawając się po drodze uroczymi zakątkami miasta.
Plaça de George Orwell, słynny jakiś czas temu z powodu pewnego ironicznego zdjęcia.
Carrer del Bisbe
Piknik pod katedrą.
Katedra i my.
Wizyta w porcie jest obowiązkowa przy okazji wizyty w Barcelonie. Mimo dużej ilości turystów, uwielbiam usiąść sobie na tamtejszej ławeczce i zapatrzeć się. Tak po prostu.

Zawsze opuszczam Barcelonę z bólem serca i nadzieją, że szybko tam wrócę. Tym bardziej, że tym razem trochę brakowało czasu, żeby się nią nacieszyć.

Tego dnia wreszcie miałyśmy się wyspać na powierzchni, która nie przyprawiała nas następnego dnia o ból pleców.