Jakiś czas temu natknęłam się na artykuł, który przedstawia 33 ciekawostek dotyczących życia w stolicy Hiszpanii. Postanowiłam zrobić swoją listę na jego podstawie.
Wstajecie rano i nie macie pojęcia, gdzie się znajdujecie? Chodzicie po mieście, ale go nie potraficie rozpoznać? Jeżeli wszystkie poniższe punkty brzmią dla Was znajomo, to znaczy, że jesteście w Madrycie!
1. Kranówa. I to nie byle jaka! Bo w Madrycie mają wodę w kranie najlepszą w całej Hiszpanii. Tam butelkowanej wody się po prostu nie kupuje. Bo i po co skoro ta darmowa jest smaczniejsza?
Z racji panujących w mieście upałów często można się natknąć na publiczne krany oraz ze zwyczajem zamrażania niewielkiej ilości wody w plastikowej butelce przed wyjściem z domu, aby dłużej pozostała ona chłodna.
2. 100 montaditos. Miejsce obowiązkowe, nie sposób nie znać. Montadito to nazwa dla małych kanapeczek, których w tej sieci lokali, mają w karcie 100. Za każdym razem można zjeść inną. Ceny od 1 euro do 1,5e, ale z tego co wiem w środy i niedziele cała karta jest za euro, a w poniedziałki wszystkie montaditos za 50 centów. Tanie piwo, tinto de verano. Idealne miejsce do zajrzenia przed wyjściem na imprezę. Na ich lokale można się natknąć za każdym rogiem. Tak rozmieszczone, że zawsze do jakiegoś będzie blisko. Ja chodziłam do jednego na Calle de Postas zaraz przy Plaza Mayor, gdzie podczas drugiej mojej wizyty okazało się, że barman tam pracujący jest Polakiem.
3. Manifestacje. To nieodłączny element Puerta del Sol, czyli ścisłego centrum miasta. Pojawiają się w liczbie kilku dziennie. Nigdy nie wiadomo o chodzi, ale robią wiele krzyku.
4. Spongbob i inne pluszowe dziwaki to nieodłączny element Sol. Z czasem przyzwyczajacie się i machinalnie przybijacie im piątki, ignorując równocześnie ich zapytania czy nie chcesz zrobić sobie z nimi zdjęcia.
5. Wi-Fi. W Madrycie nie jest problemem znaleźć miejsce z darmowym dostępem do internetu. Przystanki autobusowe, kioski, place, 100 montaditos czy oczywiście klasycznie McDonalds. No i oczywiście w autobusach EMT. I żadna podróż nam nie straszna.
6. Rozkłady jazdy autobusów są dziwne. Najczęściej jest podana godzina odjazdu z pierwszego przystanku trasy kursującego pojazdu, a nie ta, o której powinien autobus podjechać na nasz. Występują też dziwne numerki, które wskazują nam liczbę postojów na danej ulicy/drodze.
7. 5 minut oczekiwania na metro to zbyt wiele. Po prostu. Do 3 minut jeszcze jest w porządku, ale więcej? Nie do przyjęcia! Co z tego, że niektóre autobusy w Twoim mieście kursują co godzinę.
8. Piwo w kubłach, czyli jak za 4 euro można kupić w barze 5 butelek piwa. Tapas jako przekąski? Też nie ma sprawy. Wtedy warto znać takie miejsca jak La Sureña i La Risueña. To pierwsze na bardziej spokojny wypad ze znajomymi.
9. Nie szukaj imprezy, to impreza przychodzi do Ciebie. Przechodząc tylko przez Sol można zebrać pokaźną kolekcję makulatury, zbierając zaproszenia do klubów, do których i tak nigdy nie pójdziesz.
10. Znasz każdy centymetr kwadratowy pomnika niedźwiedzia z drzewem truskawkowym, czyli El Oso y el Madroño. I nie dlatego, że tak interesujesz się sztuką, tylko po prostu zazwyczaj tam wyczekujesz swoich znajomych, kiedy się z nimi umawiasz. A jeśli są to hiszpańscy znajomi, to wiadomo, że spędzisz tam wiele chwil kontemplując piękno tego pomnika.
11. W chińskim sklepie znajdziesz wszystko. W Madrycie są dwa rodzaje sklepów: 1. supermarkety, hipermarkety, wszystkie sieciówki i 2. chińskie. Nie widziałam jeszcze, żeby taki malutki sklepik gdzieś w uliczkach miasta należał do człowieka, który z Azji nie pochodził. I żeby było jasne, dla Hiszpanów nie jest ważny kraj pochodzenia tej osoby, dla nich i tak pozostanie chino. To magiczna kraina, gdzie obok chipsów leżą biustonosze, piłki czy pasta do butów.
12. Zakaz nie-zakaz. W mieście obowiązuje oczywiście zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, jednak nawet policja sobie nic z niego nie robi. Po jakimś czasie przestaniesz się nawet kwapić tym, by schować piwo za plecy, kiedy akurat obok Ciebie przechodzą przystojni policjanci. Podobno problem może się jednak pojawić przy piciu mocniejszych alkoholi.
13. Selvesa? Po pewnym czasie nudzą Ci się uprzejme sposoby odmawiania kupienia piwa od uśmiechniętego, małego człowieczka z Bangladeszu. Po prostu rzucasz w eter "No!", czekając do następnego szturmu, który nastąpi za 3, 2, 1...
14. Prostytutki w centrum miasta. Calle Montera to ulica prowadząca z Sol na Gran Via, gdzie w bajecznej symbiozie żyją, czekające na zarobek pod każdym drzewem, panie lekkich obyczajów i przystojni policjanci, którzy mają tam komisariat.
15. W piątkowy wieczór wychodzisz z domu dopiero o północy. Właśnie mniej więcej w tych godzinach Hiszpanie zaczynają imprezy, ale za to do 6 rano otwarta jest większość klubów. Wtedy też otwierają metro. Nic tak nie pobudza jak bitwa o miejsca siedzące w pierwszym metrze.
16. Nigdy nie płacisz za muzeum. Nigdy. Wolisz zwiedzić je w kilku podejściach, ale za darmo. (Dotyczy studentów! :D)
edit: Chcę Wam również podziękować za 8 tysięcy wyświetleń! :) Może nie jest to oszałamiający wynik, ale bardzo mnie cieszy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą madryt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą madryt. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 listopada 2013
piątek, 9 sierpnia 2013
Barcelona, prepare yourself. Here I come!
Właśnie tak, wylatuję do domu z Barcelony, co przy moim kupionym bilecie na pociąg Madryt-Barcelona, dzięki któremu wyląduję w najpiękniejszym mieście na świecie o 7 rano 20. sierpnia, co daje mi jeden dzień + 8 godzin, żeby napawać się jego atmosferą. Mało, wiem, dlatego cieszę się, że wszystkie turystyczne must-see mam już odwiedzone.
Co do mojego "życia jak w Madrycie", to skończyło się jakoś ponad tydzień temu. Czemu? Bo dzieci stały się okropne, bo najlepsze koleżanki wyjechały, bo skończyło się abono, bo muszę oszczędzać, więc muszę siedzieć w domu. Ale lipiec był najcudowniejszym miesiącem mojego krótkiego jeszcze życia, a każdą chwilę pamiętam w najdrobniejszych szczegółach. Kolory, zapachy, wrażenia, dźwięki i smaki.
A dlaczego muszę oszczędzać? No bo tej Barcelony mi ciągle mało i 30 sierpnia ruszam w ramach Summer Race na stopa do Barcelony. Wreszcie! I kolejny punkt będzie do odhaczenia z My Bucket List.
To chyba na tyle z nowości. Rzucę trochę zdjęć, chociaż ciągle chodzę tymi samymi drogami i trudno o uchwycenie czegoś nowego.
![]() |
| tak, rozszalałam się z pokazywaniem siebie na zdjęciach na blogu. tak, bo Hiszpania zmienia ludzi. |
| Plaza de Oriente |
| Catedral de la Almudena |
| w drodze do Parque del Oeste |
| widok na Catedral de la Almudena z Parque del Oeste |
| ponownie Palacio Real, tym razem z perspektywy Jardines de Sabatini. |
No i piosenka, która zawsze towarzyszy mojemu wspominaniu przepięknej stolicy Katalonii.
wtorek, 23 lipca 2013
lovers in japan
Wszystko dzieje się tu bardzo szybko, a czas pędzi nieubłaganie. Jutro miną dokładnie 4 tygodnie od daty mojego przyjazdu. Nigdy i nigdzie chyba nie czułam się tak dobrze.
Hiszpania, to miejsce nie tylko, gdzie odpoczywam, bawię się, relaksuję, zwiedzam, poznaję nowych ludzi, ale gdzie czuję się po prostu szczęśliwa, gdzie cieszą mnie drobnostki, gdzie zapominam nawet o swoich kompleksach.
Ostatnio robię coraz mniej zdjęć w Madrycie, bo czuję się tu już jakoś tak... 'swojsko', a nie jak zagubiona turystyka. Już czuję, że będę tęskniła.
Mam jednak trochę jakichś sprzed dwóch tygodni. Dziś będzie mieszanka.
No i piosenka na dobranoc!
Hiszpania, to miejsce nie tylko, gdzie odpoczywam, bawię się, relaksuję, zwiedzam, poznaję nowych ludzi, ale gdzie czuję się po prostu szczęśliwa, gdzie cieszą mnie drobnostki, gdzie zapominam nawet o swoich kompleksach.
Ostatnio robię coraz mniej zdjęć w Madrycie, bo czuję się tu już jakoś tak... 'swojsko', a nie jak zagubiona turystyka. Już czuję, że będę tęskniła.
Mam jednak trochę jakichś sprzed dwóch tygodni. Dziś będzie mieszanka.
| moja urocza wioseczka. |
| Pirruca, czyli jeden z naszych dwóch kotów. |
| jeden z najsłynniejszych budynków w Madrycie. |
| Przy Museo del Prado |
| Prado, które muszę jeszcze odwiedzić, bo 1,5h to zdecydowanie za mało. |
| Plaza de Cibeles |
| Parque del Retiro |
| tym razem z drugiej strony... |
| jest cudowny, ale moim ulubionym pozostaje jednak barceloński Parc Güell |
| Palacio Real |
| z każdej... |
| ... strony. |
Etykiety:
au pair,
cobeña,
espana,
gran via,
hiszpania,
madrid,
madryt,
palacio real,
plaza de cibeles,
prado,
retiro
Lokalizacja:
Cobeña, Madrid, Hiszpania
środa, 3 lipca 2013
breezeblocks
Halo, halo, tu Wasz wysłannik z Madrytu.
Po tygodniu czasu od mojego przylotu mogę jedynie potwierdzić główną myśl mojej ostatniej notki, że jestem szczęściarą.
W sobotę do hostów wpadli znajomi. Dwie pary + każda z dwójką dzieci = całe 6 sztuk dzieciaków, które dają mi popalić, kiedy wszystkie zwalają się do mojego pokoju. Dzieciaki skaczące o północy na trampolinie przed domem? W Hiszpanii - no problema.
W niedzielę hosta zabrał dziewczynki do rodziców. Więc my z hostką myk po prezent dla niego, bo kilka dni później obchodził urodziny. Kąpielówki kupione, pora coś przekąsić. Idziemy tradycyjnie - na tapas w towarzystwie piwa. Kolejna ciekawostka z tego słonecznego kraju? Hiszpanie nie widzą problemu w wsiadaniu za kierownicę po 1,5 piwa. Wiem, że to bardziej wyluzowany naród, ale akurat to średnio pochwalam.
Poniedziałek? Ahh, poniedziałek to moja pierwsza wyprawa do Madrytu, ponieważ nareszcie mogłam skorzystać z mojego abono mensual.
Podróż Cobeña-Madryt przebiega bezproblemowo. Schody zaczęły się przy metrze. Oczywiście zaopatrzona w moją cudowną aplikację myślałam, że komu jak komu, ale mi nie mogłoby się to zdarzyć. Niestety aplikacja nie przewiduje, że są roboty na torach i linia nie jedzie do końca. Klaudia by słyszała, gdy tylko łaskawie zdjęła słuchawki z uszu.
Okej, z problemami, bo z problemami, ale dotarłam na Sol. A tam mnóstwo ludzi. Pomyślicie 'Nienormalna jakaś czy coś? Przecież na Puerta del Sol zawsze jest dużo ludzi!'. Tak, tak, racja, akurat o tym wiem. Jednak w poniedziałek Hiszpanie świętowali zwycięstwo swoich koszykarek na EuroBasket Women 2013. Miałam je na wyciągnięcie ręki, zresztą po raz drugi, bo dwa lata temu zawodu odbywały się w Polsce, a ja byłam wolontariuszką. Ehh, gdybym tylko interesowała się koszykówką... :P
Pokręciłam się, porobiłam marne zdjęcia i wybrałam się na Plaza Mayor, żeby zdobyć jakieś mapy i/lub przewodniki. Bo co jak co, ale w ciemno nie lubię chodzić.
Zabrałam tonę makulatury. Wyszłam stamtąd, a za mną wybiegł... hmm, nie wiem jak go określić. Na chłopaka, to chyba jednak miał kilka lat za dużo, a z kolei mężczyzna... brzmi mega poważnie i jakoś tak... w stosunku do niego byłabym ostrożna z jego użyciem.
Mówi, że chciał mnie poznać i zapytać skąd jestem. No okej, tyle mogę mu powiedzieć. Później proponuje, żebym zaczekała aż skończy pracę, to może się gdzieś wybierzemy. Hmm, akurat jestem umówiona z koleżanką. Lo siento. Co o dziwo w tej sytuacji jest prawdą. Troszeczkę nagiętą, bo nie musiałam się tak szybko zmywać, ale jednak. No to pada pytanie o numer. Ahh! Po raz pierwszy dziękuję Ci Orange za problemy z zasięgiem! Pokazuję, że to niemożliwe, bo zasięg, bo roaming, bo coś tam. Ostatecznie skończyłam z jego numerem. Uff, 1-0 dla mnie za świetną (i prawdziwą!) wymówkę.
Wreszcie przestaje być dzieckiem we mgle i z mapami w torbie przemierzam miasto, jednak nie na długo, bo jestem umówiona z Dominiką. Co prawda widzimy się jakieś 15 minut, ale miło wreszcie odezwać się po polsku i nie zastanawiać się nad każdym wypowiedzianym słowem.
A, no i zostaje jeszcze wtorek, czyli że wczoraj. Host miał urodziny. Ciekawe czy większość osób osobników płci męskiej, którzy urodzili się w lipcu mają na imię Julio... Hmm, no jeden jest na pewno. Na kolację poszliśmy do restauracji, czyli ponownie tapas i ponownie rzeczy, których w większości nie jadam.
A dziś byłam w Prado, trzeba się było trochę odchamić.
Aaa, macie na pożegnanie piosenkę!
Po tygodniu czasu od mojego przylotu mogę jedynie potwierdzić główną myśl mojej ostatniej notki, że jestem szczęściarą.
W sobotę do hostów wpadli znajomi. Dwie pary + każda z dwójką dzieci = całe 6 sztuk dzieciaków, które dają mi popalić, kiedy wszystkie zwalają się do mojego pokoju. Dzieciaki skaczące o północy na trampolinie przed domem? W Hiszpanii - no problema.
| 1/3 mojej gromadki z soboty. |
Poniedziałek? Ahh, poniedziałek to moja pierwsza wyprawa do Madrytu, ponieważ nareszcie mogłam skorzystać z mojego abono mensual.
Podróż Cobeña-Madryt przebiega bezproblemowo. Schody zaczęły się przy metrze. Oczywiście zaopatrzona w moją cudowną aplikację myślałam, że komu jak komu, ale mi nie mogłoby się to zdarzyć. Niestety aplikacja nie przewiduje, że są roboty na torach i linia nie jedzie do końca. Klaudia by słyszała, gdy tylko łaskawie zdjęła słuchawki z uszu.
Okej, z problemami, bo z problemami, ale dotarłam na Sol. A tam mnóstwo ludzi. Pomyślicie 'Nienormalna jakaś czy coś? Przecież na Puerta del Sol zawsze jest dużo ludzi!'. Tak, tak, racja, akurat o tym wiem. Jednak w poniedziałek Hiszpanie świętowali zwycięstwo swoich koszykarek na EuroBasket Women 2013. Miałam je na wyciągnięcie ręki, zresztą po raz drugi, bo dwa lata temu zawodu odbywały się w Polsce, a ja byłam wolontariuszką. Ehh, gdybym tylko interesowała się koszykówką... :P
| Puerta del Sol |
Pokręciłam się, porobiłam marne zdjęcia i wybrałam się na Plaza Mayor, żeby zdobyć jakieś mapy i/lub przewodniki. Bo co jak co, ale w ciemno nie lubię chodzić.
| słynne miejsce świętowania Sylwestra |
| czyli słynna 'shoppingowa' ulica |
| i jej odnóża... |
| Plaza del Callao |
| a ten budynek już od jakiegoś czasu możecie oglądać na samej górze mojego bloga. gdzieś na Gran Vía. |
| przy Plaza Mayor |
| już prawie na Plaza Mayor... |
| i jesteśmy! |
| a tu już Plaza de Isabel II znana też jako Plaza de la Ópera |
Mówi, że chciał mnie poznać i zapytać skąd jestem. No okej, tyle mogę mu powiedzieć. Później proponuje, żebym zaczekała aż skończy pracę, to może się gdzieś wybierzemy. Hmm, akurat jestem umówiona z koleżanką. Lo siento. Co o dziwo w tej sytuacji jest prawdą. Troszeczkę nagiętą, bo nie musiałam się tak szybko zmywać, ale jednak. No to pada pytanie o numer. Ahh! Po raz pierwszy dziękuję Ci Orange za problemy z zasięgiem! Pokazuję, że to niemożliwe, bo zasięg, bo roaming, bo coś tam. Ostatecznie skończyłam z jego numerem. Uff, 1-0 dla mnie za świetną (i prawdziwą!) wymówkę.
Wreszcie przestaje być dzieckiem we mgle i z mapami w torbie przemierzam miasto, jednak nie na długo, bo jestem umówiona z Dominiką. Co prawda widzimy się jakieś 15 minut, ale miło wreszcie odezwać się po polsku i nie zastanawiać się nad każdym wypowiedzianym słowem.
A, no i zostaje jeszcze wtorek, czyli że wczoraj. Host miał urodziny. Ciekawe czy większość osób osobników płci męskiej, którzy urodzili się w lipcu mają na imię Julio... Hmm, no jeden jest na pewno. Na kolację poszliśmy do restauracji, czyli ponownie tapas i ponownie rzeczy, których w większości nie jadam.
A dziś byłam w Prado, trzeba się było trochę odchamić.
Aaa, macie na pożegnanie piosenkę!
Etykiety:
au pair,
calle de preciados,
cobeña,
espana,
gran via,
hiszpania,
madrid,
madryt,
plaza de la opera,
plaza del callao,
plaza mayor,
sol
Lokalizacja:
Cobeña, Madrid, Hiszpania
sobota, 29 czerwca 2013
brother
Hola a todos. Dziś pierwszy post z ziemi obiecanej.
Może jest za wcześnie, żeby wydawać jakąkolwiek opinię na temat tego, co tu się dzieję i wiadomo, nie powinno się zapeszać, chwalić dnia przed zachodem słońca, itp., itd., ale nie mogę nic poradzić na to, że jestem zachwycona.
Dziewczynki są przeurocze. A jakie z nich przylepy! Widać, że rodzice chcą spędzać z małymi jak najwięcej czasu. Są uśmiechnięci, zadowoleni, a dziś w kuchni przy śniadaniu dali nam pokaz tańca.
Rut i Sara na przywitanie podarowały mi bransoletkę, a od całej rodziny dostałam abono mensual, czyli właśnie zaoszczędziłam 50 euro na przejazdach w tym miesiącu.
Co więcej bardzo pilnują mojego czasu wolnego, żeby dziewczynki nie wchodziły mi do pokoju i nie przeszkadzały, chociaż na razie z braku pieniędzy i tak nie mam co robić. (cóż za ironia, że akurat w momencie, kiedy to pisałam do mojego pokoju wtargnęła Sara - wielbicielka grania w Angry Birds na moim telefonie :P)
Nawet ich koty uwielbiam!
Przed wyjazdem zawieruszył mi się kabelek do aparatu, więc dopóki czegoś nie wykombinuję, ze zdjęciami może być ciężko. Ewentualnie pojawi się kilka, które zrobiłam telefonem. Tak jak dziś.
A, i piosenka musi być. Od tej nie mogę się uwolnić.
Może jest za wcześnie, żeby wydawać jakąkolwiek opinię na temat tego, co tu się dzieję i wiadomo, nie powinno się zapeszać, chwalić dnia przed zachodem słońca, itp., itd., ale nie mogę nic poradzić na to, że jestem zachwycona.
Dziewczynki są przeurocze. A jakie z nich przylepy! Widać, że rodzice chcą spędzać z małymi jak najwięcej czasu. Są uśmiechnięci, zadowoleni, a dziś w kuchni przy śniadaniu dali nam pokaz tańca.
Rut i Sara na przywitanie podarowały mi bransoletkę, a od całej rodziny dostałam abono mensual, czyli właśnie zaoszczędziłam 50 euro na przejazdach w tym miesiącu.
Co więcej bardzo pilnują mojego czasu wolnego, żeby dziewczynki nie wchodziły mi do pokoju i nie przeszkadzały, chociaż na razie z braku pieniędzy i tak nie mam co robić. (cóż za ironia, że akurat w momencie, kiedy to pisałam do mojego pokoju wtargnęła Sara - wielbicielka grania w Angry Birds na moim telefonie :P)
Nawet ich koty uwielbiam!
Przed wyjazdem zawieruszył mi się kabelek do aparatu, więc dopóki czegoś nie wykombinuję, ze zdjęciami może być ciężko. Ewentualnie pojawi się kilka, które zrobiłam telefonem. Tak jak dziś.
| ostatnie zdjęcie przed wylotem w bardziej słoneczne miejsce. |
| nasz ogródek. trampolina, czyli raj dla dzieciaków. |
| moje dwie ulubione modelki - Sara i Pirruca. |
wtorek, 25 czerwca 2013
esmeralda
Dopiero teraz, jakieś 13h przed wylotem, dociera do mnie to wszystko. Że już jutro na te dwa miesiące moje życie będzie wyglądało kompletnie inaczej.
Czuję się jakbym opuszczała dom na dużo dłużej. Może dlatego, że kiedy wrócę, nie będzie tu jednej osoby, z którą ostatnio spędzałam dużo czasu, a z którą nawet nie zdążyłam się pożegnać, której mogę już nigdy nie zobaczyć.Uff, walizka spakowana. Bez siadania na niej oczywiście się nie obyło, ale najważniejsze, że chyba wszystko mam. Podręczny oczywiście na ostatni moment.
Tym razem nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby się coś nie udać. Wiem, mogę się na tym nieźle przejechać, ale będę się tym martwiła ewentualnie później.
Mimo wszystko trzymajcie kciuki!
Kilka głupich, całkowicie bezcelowych zdjęć, bo bez nich jakoś tak dziwnie notka wygląda. :)
![]() |
| część prezentów, czyli podkładki pod kubek i kredki, gdzie później obrazek można naprasować na koszulkę. |
| mój okropny widok z okna już był. teraz wersja 2.0 - letnia |
| pełen relaks - lody + Downton Abbey, czyli nagroda na zakończenie sesji. |
| moje brzydkie, ale jednak ukochane Katowice. |
| "Epic", czyli w mojej rodzinie nikt nie daje się namówić mojemu bratu na wyjście na bajkę do kina, tylko ja. |
| Tak to się kończy, kiedy zamiast do kawiarni na kawę wybiera się do baru. Zamiast serduszka dostaje się... coś takiego. |
niedziela, 5 maja 2013
over the love
Hej! Ostatni raz jak tu byłam, to sesja się zbliżała, a tu już mamy maj i ponownie za miesiąc przyjdzie mi się z nią zmierzyć.
Ten dzisiejszy powrót nie jest bezpodstawny. Wpadłam napisać, że 26 czerwca wsiadam w samolot, który wyląduje dokładnie o 14:20 (ehh... optymistka ze mnie) w Madrycie. Tak jest, po raz kolejny podjęłam decyzję o zostaniu au pair. Ktoś, kto zaglądał to wcześniej pewnie wie, że najłatwiej mi nie było, ale z czasem zostały tylko te przyjemne wspomnienia. Pamięć złotej rybki.
Z rodzinką poszło zaskakująco szybko, bo rozmawiałam z nimi rok temu. Przed rokiem Mercedes kazała mi do siebie napisać, jeśli znowu do głowy wpadnie mi pomysł zostania au pair. Napisałam i okazało się, że jeszcze nie zaczęli szukać. Perfect timing, Klaudia!
Tym razem tak jak chciałam, dzieci są młodsze. Dwie dziewczynki - Rut i Sara, 7 i 8 lat.
<optymistka mode_on>Mam przeczucie, że tym razem trafiłam naprawdę dobrze.<optymistka mode_off>
Ehh, szkoda, że w Hiszpanii nie ma Polskiego Busa, dzięki któremu ostatnio pokonałam trasę Kat-War-Kat za całe 11,50zł. W stolicy byłam kilkakrotnie, jednak dopiero tydzień temu przekonałam się, że ma ona również całkiem ładne oblicze. (nie widać tego oczywiście na tych zdjęciach, bo były robione telefonem)
No i nie byłabym sobą, gdybym jakieś piosenki do posłuchania nie dodała ;)
Ten dzisiejszy powrót nie jest bezpodstawny. Wpadłam napisać, że 26 czerwca wsiadam w samolot, który wyląduje dokładnie o 14:20 (ehh... optymistka ze mnie) w Madrycie. Tak jest, po raz kolejny podjęłam decyzję o zostaniu au pair. Ktoś, kto zaglądał to wcześniej pewnie wie, że najłatwiej mi nie było, ale z czasem zostały tylko te przyjemne wspomnienia. Pamięć złotej rybki.
Z rodzinką poszło zaskakująco szybko, bo rozmawiałam z nimi rok temu. Przed rokiem Mercedes kazała mi do siebie napisać, jeśli znowu do głowy wpadnie mi pomysł zostania au pair. Napisałam i okazało się, że jeszcze nie zaczęli szukać. Perfect timing, Klaudia!
Tym razem tak jak chciałam, dzieci są młodsze. Dwie dziewczynki - Rut i Sara, 7 i 8 lat.
<optymistka mode_on>Mam przeczucie, że tym razem trafiłam naprawdę dobrze.<optymistka mode_off>
Ehh, szkoda, że w Hiszpanii nie ma Polskiego Busa, dzięki któremu ostatnio pokonałam trasę Kat-War-Kat za całe 11,50zł. W stolicy byłam kilkakrotnie, jednak dopiero tydzień temu przekonałam się, że ma ona również całkiem ładne oblicze. (nie widać tego oczywiście na tych zdjęciach, bo były robione telefonem)
![]() |
| sooooooł hipsta! |
![]() |
| nigdy w życiu, czyli most świętokrzyski |
![]() |
| największy plac zabaw w Warszawie i równocześnie moje ulubione miejsce - Centrum Nauki Kopernik. |
![]() |
| ul. Bednarska, czyli w drodze na Krakowskie Przedmieście |
![]() |
| idziemy zobaczyć Zygusia... |
![]() |
| bliżej... |
![]() |
| coraz bliżej... |
![]() |
| jest i Zyguś! |
![]() |
| Syrenkę też nie sposób pominąć. |
![]() |
| stateczny pan w odcieniach niebiesko-fioletowo-różowych. |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Etykiety
amsterdam
(3)
andalucia
(1)
au pair
(12)
autostop
(10)
baden-baden
(1)
barcelona
(6)
barceloneta
(2)
Barri Gòtic
(1)
book
(2)
budapeszt
(2)
calle de preciados
(1)
cartagena
(1)
castelldefels
(1)
Catedral de Santa Eulalia de Barcelona
(1)
cieszyn
(1)
cinco canciones
(6)
cobeña
(3)
colmar
(1)
dordrecht
(1)
dortmund
(1)
drezno
(1)
espana
(13)
euro
(1)
filmy
(3)
gera
(2)
girona
(1)
gran via
(3)
hannover
(1)
heilbronn
(1)
hiszpania
(14)
holandia
(1)
karlsruhe
(1)
katalonia
(5)
kolonia
(1)
książki
(2)
las ramblas
(2)
legnica
(1)
leszno
(1)
liebster blog award
(1)
luksemburg
(1)
lyon
(2)
madrid
(8)
madryt
(7)
malaga
(1)
montpellier
(3)
montserrat
(1)
murcia
(2)
murcja
(2)
muzyka
(6)
norymberga
(1)
orange
(1)
palacio real
(2)
parc de la ciutadella
(1)
parc guell
(1)
perpignan
(1)
placa de catalunya
(2)
plaza de cibeles
(1)
plaza de la opera
(1)
plaza del callao
(1)
plaza mayor
(2)
podróżników historie zasłyszane
(1)
port vell
(2)
poznań
(2)
prado
(1)
prochowice
(1)
ranking
(10)
retiro
(1)
seriale
(1)
sesja
(1)
sol
(1)
sosnowiec
(1)
strasburg
(2)
studia
(3)
summer race
(5)
świecko
(1)
święta
(2)
tag
(1)
tilburg
(1)
toledo
(1)
valence
(1)
wrocław
(1)
wyścig autostopem poznań-amsterdam
(1)
wyścig autostopem poznań-budapeszt
(2)











