niedziela, 27 kwietnia 2014

I'm going on an adventure!


Tak jest!
Odkąd wróciłam we wrześniu z wyprawy stopem do Barcelony, myślałam tylko o kolejnym wyjeździe.
Ale brak czasu, brak pieniędzy.
Wreszcie jednak się doczekałam. W środę wyruszam z Poznania do Amsterdamu. Ja, moja przyjaciółka i jakieś 598 innych osób.
I właśnie tego mi brakowało. Jakiejś przygody, czasu tylko dla siebie, bez zmartwień. Tylko my i kilometry autostrady. My i Amsterdam.
Tym bardziej, że ostatnio cały czas zajmowały mi uczelnia, korepetycje i projekt Tandem. (jeśli ktoś jest z Katowic, to zapraszam! :))

Już możecie obawiać się zdjęć, którymi "zaleję" Was po powrocie. Ale nie od razu, bo jeszcze czeka mnie wycieczka do Zakopanego. 120 Erasmusów, a do ogarnięcia ich tylko kilka osób.

A do Amsterdamu jadę, żeby odhaczyć dwa punkty z mojej The Bucket List.
Obym tylko zdołała tam dojechać!

Zostawiam Was jeszcze z piosenką, której teledysk nieustannie wzbudza we mnie chęć do rzucenia wszystkiego i ruszenia przed siebie.


czwartek, 6 marca 2014

subiektywny ranking najlepszych serialowych czołówek.

Intro, (tak, w tytule posta użyłam słowa czołówka, bo nie byłam pewna czy odmienić intro czy nie :P) to coś na co wielu nie zwraca uwagi lub coś, co wręcz irytuje rzesze fanów wyczekujących każdego odcinka. Ostatnio oglądając pewien serial dotarło do mnie, że sama mam zarówno swoje ulubione, ale też takie, które mimo, że trwają ledwie kilkanaście sekund, muszę je przewinąć.
Ale dzisiaj przedstawię te, które lubię i nie są dla mnie męczarnią, a stanowią fajne dopełnienie serialu.

1. Suits
Niby nic. Nowy Jork, garnitury, dwóch kolesi. No okej, ale primero, Nowy Jork uwielbiam (chociaż nie byłam. a może właśnie dlatego...), segundo, świetnie skrojone garnitury, i tercero, to nie byle jacy kolesie, a Gabriel Macht (którego pokochacie od pierwszego odcinka) i Patrick J. Adams. Do tego piosenka wpadająca w ucho, którą nucę za każdym razem, a i tak udaje mi się jedynie poprawnie wyśpiewać 'greenback boogie'.

2. Sherlock
Tutaj z kolei na głównym planie inne miasto - Londyn. I to taki Londyn, do którego zaraz chciałabym się wybrać (okej, licząc też przy okazji na przypadkowe spotkanie Benedicta Cumberbatch <3). Piękne ujęcia. Poza tym jest w nim coś tajemniczego, odrobinę niepokojącego, ale tylko ciutkę. A dla mnie zapowiadającego już za chwilę cudownie spędzone 1,5h. A tego wszystkiego dopełnia idealnie wpasowujący się klimat serialu motyw muzyczny.

3. Hannibal
Czyli wariacje na temat soku żurawinowego aka krwi. Niby nic, muzyki do tej pory nie zapamiętałam, ale jest dziwne i bardzo niepokojące, całkowicie pasuje do samego serialu, a to przecież podstawa.

4. Misfits
Tutaj właściwie całość robi muzyka. Dynamiczna, idealna do pogibania nogą w momencie oczekiwania na serial. Jeszcze chyba żadna piosenka tak nie pasowała do samego serialu, do jego atmosfery i tematyki.

5. Game of Thrones / Gra o tron
Przy takim serialu nawet przy intro nie mogłoby być wtopy. Niby troszkę przydługie, ale nigdy nie nudzę się ani przez sekundę. Zostajemy zabrani w krótką podróż po Westeros. A ta muzyka! Przecież nawet jak się zamknie oczy, to od razu słychać, że zaraz zostanie nam zaserwowany serial o tematyce fantasy.

6. Dexter
Przyznam się, że tego serialu akurat nie oglądam. Natknęłam się na info przygotowując tę notkę. I jestem zachwycona! Naprawdę po obejrzeniu go mam ochotę zaraz zabrać się za pierwszy sezon. To jedno z niewielu intro, gdzie nie zwracam nawet uwagi na muzykę, dla mnie w tym momencie staje się mało istotnym tłem, bo ujęcia są cudowne, z dbałością o każdy szczegół.

7. Lekarze
To na koniec coś z naszego rodzimego podwórka. Pomysłowe, przyjemne dla oka. Coś w podobnym stylu stworzyli twórcy serialu Hotel 52. Nigdy nie widziałam, a czołówkę pamiętam. Co łączy wszystkie intro, które dzisiaj pokazuję, to fakt, że aktorzy występują w nich w niewielkiej ilości. No i właśnie o to chodzi, jak dla mnie bohaterzy uśmiechający się do kamery i machający do widzów średnio interesują.

A Wam jakiekolwiek zapadły w pamięć? W ogóle zwracacie uwagę na serialowe czołówki?

sobota, 22 lutego 2014

cinco canciones #6

Przez kilka tygodni miałam muzyczny zastój. Jeśli spojrzy się do kalendarza od razu można się domyśleć, że jej przyczyną była sesja. Tak, to te mityczne słowo, którym studenci zawsze straszą licealistów, kiedy ci narzekają na maturę. To moja trzecia sesja i dała o sobie znać przede wszystkim nieprzespanymi nocami, i brakiem czasem na cokolwiek poza językoznawstwem, gramatyką czy historią.
Ale już wracam. Z nowymi pięcioma propozycjami.

Swoją drogą oglądaliście Brit Awards? Ja oglądam regularnie od kilku lat, w tym oczywiście nie mogłoby być inaczej, skoro wystąpiło moje kochane Bastille czy Arctic Monkeys. Kto nie oglądał niech szybko nadrobi mix jaki zafundowało nam Bastille z Rudimental czy mowy Alexa Turnera.

   1.   Lorde - Royals
"I've never seen a diamond in the flesh
 I cut my teeth on wedding rings in the movies
 And I'm not proud of my address
 In the torn up town, no post code envy"
   2.   Grizzly Bear - Two Weeks
"Every time you try
Quarter half the mile
Just like yesterday
I told you I would stay"
   3.   Ásgeir - Torrent
 "Merciless though the wind takes hold with freezing cold
  Come, my friend, sit with me; take council in the warmth"
   4.   Basia Bulat - It Can't Be You
"If it’s fire for the poor and their feathers
 You tar me with the glue
 I never dreamed that you would be the one
 To shoot me down so soon"
   5.   The National - I Need My Girl
 "I am good, I am grounded
  Davy says that I look taller
  I can’t get my head around it
  I keep feeling smaller and smaller
  I need my girl"

Do usłyszenia za tydzień!

czwartek, 13 lutego 2014

z Francji do Polski przez Luksemburg!

Właśnie zdałam sobie sprawę, że mimo tego, iż swoją pierwszą autostopową przygodę zakończyłam 5 miesięcy temu, do tej pory nie opisałam naszych perypetii z drogi powrotnej.
Ostatni raz, kiedy pojawiła się tu notka z Summer Race, byłyśmy z Josie w Montpellier.
Cudne miasto, a dodatkowo zmęczone już trochę podróżą nie chciało nam się ruszać z wygodnego mieszkania Nicolasa, gdzie była zapewniona bieżąca woda, wygodne miejsce do spania i jedzenie.
Dlatego na odpowiedniej stacji benzynowej znalazłyśmy się dopiero około 14.
Montpellier. Pożegnalne zdjęcie. Brawo Klaudia, głupia mina zawsze w cenie!
Po zregenerowaniu sił wrócił mój optymizm. I słusznie, bo nie minęło wiele, a z pomocą przyszła nam sympatyczna Francuzka, która na szczęście dobrze posługiwała się językiem angielskim. Okazało się, że to dlatego, iż pracuje na statku wycieczkowym. Z rozrzewnieniem wspominała Gdańsk i naszą polską żubrówkę. Z jej pomocą znalazłyśmy się w okolicach Orange.
Tam również nam się udało, po raz pierwszy jechałyśmy tirem z kierowcą, który nie był Polakiem.
(Hmm, bo nie wiem, czy wspominałam, ale polskich kierowców na europejskich autostradach nie trudno spotkać.) Niestety wiązało się to z problemami komunikacyjnymi. Bo francuski dla niego bleee, a po hiszpańsku poquito. Uczepiłam się tego hiszpańskiego zadowolona, że jednak nie będzie tak źle. Jednak te jego poquito, jednak nie odpowiadało mojemu poquito. Okej, rozmawiać nie musimy, ale trzeba jakoś go poinformować, że do samego Lyonu jechać nie chcemy, tylko, żeby wysadził nas na ostatniej stacji benzynowej na autostradzie. W drodze do Barcelony dowiedziałyśmy się jak powiedzieć autostrada po francusku, ale reszta nas przerosła. Z pomocą przyszedł nam Nicolas, który całą formułkę wysłał nam sms-em, a że nawet tego przeczytać nie potrafiłyśmy, to tylko zamachałyśmy naszemu kierowcy telefonem przed nosem. Po tym jak pokiwał głową i z uśmiechem powiedział okay, uznałyśmy umowę za zawartą.
Niestety nasze zadowolenie nie trwało długo. W pewnym momencie bach!, usłyszałyśmy duży hałas. Cała krew odeszła mi z twarzy, ale nic, kierowca poprzeklinał pod nosem, ale jedzie dalej. No, ale kiedy zaczęło strasznie śmierdzieć nie miałyśmy już wątpliwości. Z pewnym trudem nasz kierowca dojechał do zajazdu. A właściwie to za duże słowo, bo była tam tylko toaleta. No nic, po serii gestów, mieszance słów po angielsku i hiszpańsku, zrozumiałam, że możemy zostać w tirze, nie ma problemu, ale trochę to potrwa zanim ktoś przyjedzie mu z pomocą. Podziękowałyśmy grzecznie i postanowiłyśmy mimo wszystko spróbować szczęścia, które, umówmy się, w tym miejscu musiałoby być ogromne, a w razie czego skorzystać z propozycji sympatycznego pana.
Do tej pory nie mogę się nadziwić, że właściwie po niedługich poszukiwaniach zatrzymał się przy nas Holender i to taki, który zmierzał do Lyonu. No, tutaj nie musiałyśmy się długo zastanawiać, bo lepiej chyba w tym miejscu trafić nie mogłyśmy.
Jak to Holender, pan świetnie posługiwał się językiem angielskim, aż czasem wstyd mi było, że mężczyzna prawie w wieku mojego dziadka mówi właściwie lepiej niż ja. Po krótkiej rozmowie okazało się, że nasz kierowca wraca do domu. Coś wtedy zaświtało nam w głowie i poprosiłyśmy, aby pokazał nam, jaką trasą będzie jechał. Szybka decyzja. Czy możemy jechać z panem aż do Luksemburga?
Dlaczego tak? Bo osobiście nie przepadam za Francją, jeśli chodzi o stopowanie, więc ciągle przyświecała nam myśl Byle do Niemiec! Nasz kierowca był najbardziej pozytywną postacią, którą spotkałyśmy na naszej trasie liczącej sobie 4 tysiące kilometrów.
Był lekarzem, który w niedługim czasie wybierał się do Afryki na misję, a sam zwiedził całą Europę w młodości. Opowiadał nam o swojej pracy, o eutanazji, o tym jak wygląda cała procedura.
Meloman, który wymyślił nam grę na odgadywanie kompozytorów płynącej z głośników muzyki poważnej. Akurat jeśli chodzi o ten gatunek, nie jestem ekspertem, ale ku rozbawieniu naszego kierowcy Chopina odgadłyśmy po kilku sekundach. Jako jedynego.
Zaprosił nas na kawę i croissanty. Mój pierwszy, prawdziwie francuski croissant.
Około 21. zatrzymaliśmy się na piknik, a auto naszego wybawcy wyposażone było nawet w maluteńką kuchenkę, dzięki czemu zostałyśmy poczęstowane gorącą zupą z klopsikami. Do tego chlebek, pyszny holenderski ser i winko.
Uczta Mistrzów i nasz Wybawca.
 Specjalnie dla nas zrobił przerwę na chwilę snu, żebyśmy znalazły się w Luksemburgu o 6 rano, a nie o trzeciej w nocy. Po dojechaniu na miejsce jeszcze raz zostałyśmy zaproszone na croissanta i kawkę.
No sami powiedzcie, czyż nie cudowny człowiek? A dodatkowo podarował nam jeszcze małą wyprawkę, na którą składał się ten cudowny ser czy jakieś batoniki.
Wracając do Luksemburga, jest to dobre miejsce dla autostopowiczów. Tak jest, darmowy prysznic! I to o najwyższym standardzie, z jakim spotkałyśmy się do tej pory. No, a przy okazji chyba najtańsze papierosy w krajach europejskich, które płacą w ojro.
Luksemburg. Czyli kiedy kończą się kartony, na pomoc przybywa karimata! Klaudia - autostopowiczka z krwi i kości.
Pomimo dużego ruchu na tej ogromnej stacji benzynowej trochę trwało zanim ktoś się zlitował nad dwiema sierotkami. Kiedy już to się stało, naszym kierowcą okazał się ponownie Polak, z którym chwilę później ruszałyśmy w kierunku Köln przy okazji dużo rozmawiając o Górnym Śląsku.
Kolonia okazała się dla nas pechowa, bo spędziłyśmy tam kilka dobrych godzin. Zdesperowane zrobiłyśmy więc tabliczkę z napisem next petrol station, licząc, że następna okaże się szczęśliwsza. Pomogło, zatrzymał się Niemiec w BMW, który całe przednie siedzenie miał zapełnione papierosami i prezerwatywami. Niemniej udało nam się dotrzeć w jednym kawałku gdzieś pod Dortmund. Tam poszło dość szybko i znalazłyśmy podwózkę do Hannoveru. W pełnym komforcie, w dużym aucie. Pod wieczór byłyśmy więc w Hannoverze. Tym razem już pełne nadziei na szybki dojazd do domu. Bo przecież Berlin tak blisko, z Poznaniem też nie najgorzej. I znowu tyłek nasz został uratowany przez Polaka, który trudnił się sprowadzaniem przyczep z Holandii. Z nim miałyśmy jechać aż do granicy. Po krótkiej rozmowie jednak nasze plany uległy zmianie. Albowiem okazało się, że pan kierowca musi dostarczyć przyczepę do Sosnowca. Postanowiłyśmy więc z Josie, że skoro mamy taką okazję, to ja pojadę z panem aż na Zagłębie, a jej znajdziemy podwózkę do Poznania na granicy. Tak też się stało. Po wielu postojach, drzemkach i wypalonych papierosach, następnego dnia około 15 czekałam na autobus na Dąbrówce, który miał mnie zawieź praktycznie pod dom :)
Co tu dużo powiedzieć, ta wyprawa była przygodą mojego życia. Odzyskałam wiarę w ludzkie dobro, jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi, i zakochałam się. W autostopowaniu oczywiście. Dlatego też nie mogę się doczekać majówki, kiedy to obieram z przyjaciółką kurs na Amsterdam.

Mapka naszej podróży z Montpellier do domu.

 


W sumie przejechałyśmy 2 115km. I to licząc od Montpellier, a nie od Barcelony.
Najdłuższa droga jednym autem: Hannover - Sosnowiec: 779km.
Zlitowało się nad nami na tej trasie 7 kierowców, w tym tylko jedna kobieta. 2 Francuzi, Holender, 2 Polacy, 2 Niemcy.

sobota, 25 stycznia 2014

cinco canciones #5 + hello again Madrid!

Zanim pokażę, w jakich piosenkach zasłuchiwałam się w tym tygodniu, mam małe info.
Założyłam tego bloga, kiedy znalazłam rodzinkę, do której miałam wyjechać po raz pierwszy jako au pair.
Wychodzi na to, że po raz trzeci mogę Was poinformować, że latem wybieram się do Hiszpanii.
Rodzinka mieszka zaledwie 6km od miejsca, w którym byłam rok temu. Zdecydowałam się na tę samą okolicę, bo uwielbiam Madryt. Zawsze się coś dzieje, jest mnóstwo ludzi, z którymi można się spotkać, no i obiecałyśmy sobie z dziewczynami, że za rok też się spotkamy. I też w Madrycie. Nie wiem, czy dziewczyny wywiążą się z danego słowa, ale ja tak i to z największą przyjemnością. :)
To tyle ode mnie, a teraz trochę muzyki na czas sesji!

   1.   Hozier - Take Me To Church

"If the Heavens ever did speak
She is the last true mouthpiece
Every Sunday's getting more bleak
A fresh poison each week"
   2.    Vance Joy - Riptide
"I was scared of dentists and the dark,
I was scared of pretty girls and starting conversations,
Oh all my friends are turning green,
You're the magicians assistant in their dreams."
   3.   George Ezra - Budapest
"My friends and family
They, don’t understand
They fear they'’d lose so much
If you took my hand"
   4.   London Grammar - Strong
"I have a feeling deep down you’re caught in the middle
If a lion, a lion, roars would you not listen?
If a child, a child cries would you not give them"
   5.   Arctic Monkeys - Do I Wanna Know?
"Crawling back to you
Ever thought of calling when you've had a few?
'Cause I always do
Maybe I'm too
Busy being yours to fall for somebody new
Now I've thought it through
Crawling back to you"

 Do usłyszenia za tydzień!

sobota, 18 stycznia 2014

cinco canciones #4

Kolejna sobota - kolejne pięć piosenek, które ostatnio zapętlałam z uporem maniaka oraz kolejny ranking, którego nikt nie czyta, a co gorsza, nikt nie słucha :)

Na początek piosenka, która jest świetnie znana fanom pewnego serialu.
   1.  Psapp - Cosy in the rocket
"Tick tack toe, you're fitting into place
And now the old ways don't seem true
Stick stop blue you're only shifting
In the same old shape you always do"
   2.   Agnes Obel - Riverside
"Down by the river by the boats
Where everybody goes to be alone
Where you won't see any rising sun
Down to the river we will run"
    3.   Kankouran - Rivers
"When the money runs tight
Its alright, alright
Im rich in love for you"
    4.   Sarah Blasko - We Won't Run
"Longing to leave
But begging to feel that
Something will make you stay
Gotta believe that this all leads
Somewhere we've never been"
    5.   Warpaint - Billie Holiday
"As a matter of taste to be exact,
he's my dear as a matter of fact.
No muscle-bound man can tear me away from my guy."

 Do usłyszenia za tydzień!

sobota, 11 stycznia 2014

cinco canciones #3

Czas na część trzecią!

   1.   Benjamin Francis Leftwich - In The Open
"When you're done with rolling all the dice
And you've wrapped them up and thrown the to the sky
Will you walk the river where we used to hide"
   2.    Peace - California Daze
"She tastes like sunlight and she's always gonna be there in the back of your mind
Is there time to rewind?
Were you born to live or born to die?
Forget and forgive, there's a place you can live"
   3.    Mumford & Sons - Hopeless Wanderer
"So leave that click in my head
And I will remember the words that you said
Left a clouded mind and heavy heart
But I was sure we could see a new start"
   4.   Ryan Adams - Wonderwall (Oasis' Cover)

"And all the roads we have to walk are winding
And all the lights that lead us there are blinding
There are many things that I would like to say to you
But I don't know how"
    5.   Ed Sheeran - I See Fire
"Call them out father, oh,
Hold fast and we will
Watch the flames burn auburn on
The mountain side
Desolation comes upon the sky"

Do usłyszenia za tydzień!